poniedziałek, 15 maja 2017
nie ma, że nie boli

Człowiek rodzi się samotny i umiera samotny (czasami niektórzy twierdzą, że nawet żyje samotny). Ktoś tak powiedział, a ja zdecydowanie potwierdzam, że znajomi (przyjaciele) zawodzą, więc nie warto zawodzić siebie samego. Warto walczyć o siebie. Nie być całkowitym egoistą, ale pokazać własne ja. Dziękuje wszystkim, którzy ostatnio mi "pomogli" i przez to zmieniłem pracę (dość było tej pisowskiej administracji), a także trochę zmieniłem osoby z którymi się spotykam. Życie będzie się toczyć dalej, bo nie zależy od jednej osoby czy drugiej.

niedziela, 16 października 2016
Arkadia
Wczoraj minęło 10 lat od kiedy po raz pierwszy przekroczyłem progi Arkadii. Pubu w tamtej formie już nie ma. Zakończył swój żywot kilka miesięcy temu. Ostatni raz byłem w nim w styczniu, tuż po narodzinach syna. Zostaną, więc wspomnienia z "pępkowego". Pierwszy raz w Arkadii nie był przyjemny. Do tej pory nie pamiętam jakim sposobem zawitałem tam po raz drugi. Wiem, że byłem tam ze wszystkimi znajomymi, także tymi spoza Warszawy. Niektórym się podobało (do końca można było tam palić papierosy), niektórym absolutnie nie. Szczególnie pannie K., ostatnio głównej koleżance od kufla. Obchodziłem tam urodziny (chyba trzy z rzędu), chodziłem tam na randki (cudowne miejsce ;)) czy w końcu na cotygodniowe piwo. Klimat straciło nieco po odejściu Pana Pawła, a następnie zniknięciu litrowych kufli. Jednak dwa Puchary Mistrzów Barcelony, finał Euro 2012 czy kilka Gran Derbi to tylko wspomnienia czysto piłkarskie. Byłem tam też na pierwszym, właściwym, wieczorze kawalerskim, gdzie było tylko ja i piwo w grudniu 2013 roku. Długa historia.

Ten 15 październik 2006 roku był zły, ale wydaje mi się, że wszystkim wyszedł na dobre. M. ułożyła sobie życie z właściwym dla siebie facetem. Ja się dość szybko pozbierałem. Wczoraj za to byliśmy na ślubie i weselu. Za mąż wychodziła niespełniona dziennikarka. Trochę to zabawne połączenie. Szczególnie, że kiedyś sprawdziłem, że poznałem ją dokładnie 5 lat po poznaniu M. 10 maja 2008 roku (dzięki fotce na komórce). Wyglądała szczęśliwa. Wydaje mi się, że 15 października to dobry dzień dla życia sercowego żurnalistek, które znam. Z dala ode mnie :) 
sobota, 01 października 2016
ślub, ślub i po ślubie

Planowanie ślubu było męczące. Najpierw na jakie przyjęcie nas stać. Po drodze kupiliśmy suknię ślubną, smoking, omówiliśmy wszystko z księdzem. Później czy zrobimy imprezę w restauracji czy w innym miejscu. Zdecydowaliśmy się ostatecznie na lokal, gdzie wiemy jakie jest jedzenie i wiedzieliśmy, że nie stracimy fortuny. Kolejnym punktem do zaliczenia były zaproszenia, decyzja, że nie zapraszamy znajomych, a jedynie rodzinę. Smutne to było, jednakże wybraliśmy mniejsze zło. Udało się (tak się przynajmniej wydawało) zorganizować komfortowy dojazd dla mojej rodziny. Nawet był mini wieczór kawalerski i krótki wieczór panieński.

Później jednak wyszły problemy. Samochód okazał się stary i nadający się bardziej do transportu rzeczy, a nie siedmiu osób wraz z dziećmi. Matka panny młodej miała pracować w weekend, w który miało dojść do ceremonii, a moja siostra postanowiła przywieźć psa, który załatwia się, gdzie chce (bo jest jeszcze szczeniakiem). Do tego zapomniałem rozłożyć winietek na stole śpiesząc się na ślub (na sali byłem 90 minut przed mszą). A na koniec świadek zapomniał dowodu osobistego i wyszło półgodzinne spóźnienie ślubu (dobrze, że nie było ślubu o 15).

Ogólnie mogło być lepiej, dłużej i z znajomymi. Mógł być lepszy samochód. Mogły być winietki i dzięki temu rodziny by się nieco wymieszały. W sumie dobrze, że przeżyłem. Fajnie, że zatrudniliśmy animatorkę dla dzieci. Muszę jednak stwierdzić, że błędy popełnia się zawsze jak się robi coś pierwszy raz. Mam nadzieję, że drugiego razu nie będzie.

21:40, rafaelo1983
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 lipca 2016
odwrotna kolejność
Niektórzy najpierw się żenią (wychodzą za mąż), kupują mieszkanie, a dopiero na końcu postanawiają mieć potomstwo. My zrobimy to w trochę innej kolejności. Ostatni trzeci krok już we wrześniu. Mądrzejszy o 13 lat życia. Mieszkający w skredytowanym przez bank mieszkaniu i wiedzący, że jutro około szóstej rano obudzi mnie syn. Zaryzykuje. 
22:22, rafaelo1983
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 kwietnia 2016
witaj na świecie

Minęło już kilka miesięcy od kiedy ostatni raz napisałem coś na tym blogu. Trochę się zmieniło od tego czasu. Oświadczyny już były, ale to nie jest warte odnotowania. Teraz mam nową rolę w życiu. "Stanowisko" Taty. Bobas rośnie od kilku miesięcy. Ciągle chodzę niewyspany, ale to naturalne. Jednak jak się gniewać na istotę mającą więcej włosów na głowie ode mnie;)

Posiadanie dziecka zmienia jednak trochę perspektywę. Nawet Ł. to zauważyła. Na początku twierdziła, że może będzie cesarka, ale później wiedziała, że na pewno naturalny (chyba, że będą przeciwwskazania), następnie uparcie walczyła z wizją znieczulenia zewnątrzoponowego, ale już w czasie porodu zmieniła zdanie;) Ja za to prawie nie zszedłem na wieść o tym, że poród się zaczął. Jednak siłą rozpędu zrobiłem sobie kanapki (tak radzili na szkole rodzenia). 

Po wszystkim udało mi się nawet malutkie pępkowe w pubie na Starym Mieście. Od tego czasu mniej piję, a raz jak się wybrałem to Ł. kazała mi wracając kupić lek przeciwgorączkowy dla Małego (był to dzień pierwszego szczepienia). Ten wzrok farmaceutki pełny wyrzutu dla tatusia po trzech piwach ;)

środa, 23 września 2015
byłem na ślubie, czyli trzy wesela i pogrzeb
Zdecydowanie było to lato ślubów. Mogły być to wakacje, aż czterech wesel, jednakże pierwsze pokrywało się z innym. Najmilej będę wspominał ostatnie. Przecież można uznać nas za rodziców chrzestnych tego związku. Sami ich poznaliśmy ze sobą. W taki sposób "spłaciłem" stary dług nie-karciany. 

Ale po kolei. Najpierw był pogrzeb. Niespodziewany. Jakby jakiś z pochówków mógł być planowany, ale ten jednak nie. Kilka dni później zaliczyliśmy pierwsze wesele. Radom nie będzie moją mekką ślubów i zabaw poożenkowych. Państwo młodzi niby nad wszystkim panowali, a w rzeczywistości usłyszeliśmy kilkukrotnie najbardziej znienawidzoną piosenkę pana młodego. Jako świadek (zwany też tragicznie "starszym") nie mogłem nad niczym zapanować, bo świadkowa, siostra panny młodej, próbowała rządzić głównie mną, a nie weselem. 

Drugie wesele było krótkie, bo trwało dla nas kilka godzin. Upał i wizyta w szpitalu przerwały zabawę, choć towarzystwo było fajne, a poprawiny były całkiem przyjemne. 

Trzecie odbyło się w Garwolinie. Byliśmy wspólnie z Ł. razem świadkami. Zabawa była całkiem niezła. Towarzystwo miłe, a wódka nie uderzyła mi do głowy. Nie było też, na szczęście, poprawin. Pan młody spisał się dzielnie, a wszystko okrasiła dość przyzwoita muzyka jak na mazowieckie standardy. 

Po przeżyciu tego wszystkiego uznałem, że własne wesele nie jest moim marzeniem. Za dużo jedzenia się marnuje, a ludzie rzadko bywają zadowoleni. Z kopert impreza się nie zwróci, a nam nikt nie zafunduje wesela, a następnie pozwoli wziąć koperty. Nie za bardzo, zatem rozumiem potrzeby wystawnej zabawy. Tradycja jest po to, aby ją łamać. Tylko do jakiego stopnia możemy to zrobić?
18:48, rafaelo1983
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 lipca 2015
krok za krokiem 2
Pamiętam 10 lat temu jak poszukiwałem dla M. krążek w Galerii Mokotów. Był jednak mały kłopot z moim szalonym "zaręczynowym" pomysłem. Nie znałem rozmiaru. Było to zatem szukanie po omacku i ostatecznie zakończyło się moją rezygnację. Zamiast krążka kupiłem wino. Tylko, że się stłukło. 
Teraz miałem nieco łatwiej. Wiedziałem jaki rozmiar kupić. Zamówiłem go dość łatwo, choć większość sklepów jubilerskich mnie zawiodło (no może oprócz WKruka). Apart uznał mnie za takiego, który nie kupi pierścionka za kilkadziesiąt tysięcy złotych. I mieli rację, ale czy warto rezygnować z trochę mniejszej forsy? Yes to siecówka dla dziewczynek i niech nią pozostanie. Ma swoją niszę. WKruk jest drogi, ale obsługa jest kompetentna. To plus. Minusem jest dość duży problem z rozmiarami (głównie mają te średnie), więc pozostał mi internet. Dziękuje jeszcze raz (tysięczny chyba) za ten wynalazek. Nie dziękuje za to zwolnieniom w Poczcie Polskiej, bo moja paczuszka ugrzęzła w Zielonce przez brak samochodów do transportu paczek. Ale co to dla mnie. Z tym też sobie poradziłem. 
poniedziałek, 01 czerwca 2015
krok za krokiem

Pamiętacie "What About Bob?" , czyli "Co z tym Bobem?" z Billem Murrayem? Człowiek czasami chciałby dostać wszystko. Ja mam tak samo, a nawet bardzo. Jak ja bardzo chciałbym wygrać w Totka, aby spłacić kredyt mieszkaniowy, wybrać się w podróż do Australii czy kupić mały domek w górach. Niestety to są mrzonki, bo szanse trafienia w Totka są znikome. Postanowiłem jednak zrobić coś na co miałem większe szanse, czyli zdać egzamin radcowski. Udało się. Teraz pozostaje pytanie jak to wykorzystam. Mam kilka pomysłów i może będzie dobrze.

19:25, rafaelo1983
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 grudnia 2014
też nie kłócicie się z lekarzem?
Przeziębiłem się. A może bardziej zaraziłem się od szefa w pracy. Nic strasznego. Choć on chodzi chory już od miesiąca i kaszle i kicha. Dzisiaj postanowiłem pójść do lekarza. Nie lubię zwolnień lekarskich. Nie tylko dlatego, że traci się wtedy dużą część pensji. Problem jest taki, że ja nie lubię siedzieć w domu. Lubię pracować. Tak samo jak lubię gotować (mimo choroby na Ł. będzie czekać kurczak po hawajsku mojego pomysłu).  Jednak nie spałem praktycznie całą noc. Nie mogłem przełykać śliny. U lekarza liczyłem na  jakiś antybiotyk. Może nie taki jak w 2006 roku, kiedy po tygodniu od początku anginy spałem pod gołym niebem w Bieszczadach. Czekałem na normalny. Nie dostałem żadnego, a dostałem zwolnienie i nakaz spędzenia trzech dni w łóźku. Rozumiem, że antybiotyk to nie rozwiązanie na wszystkie bolączki, ale ja ciężko przeżywam choroby. Oczywiście uważam, że lekarz wie co zapisuje, więc się nie wykłócałem o antybiotyk. Ł. ochrzaniła mnie za to. No cóż jestem ciamciaramcią.

Fajnie mieć Canal+, bo zawsze można posłuchać Marka Niedźwieckiego bez włączania Trójki, na którą po sześciu latach nadal jestem uczulony.
sobota, 18 października 2014
pytania

- Po co się k..a obudziłem o tej godzinie?

- No właśnie czego mi brakuje, aby spokojnie spać?

- Budzą mnie wspomnienia czy teraźniejszość?

- A może strach przed przyszłością?

- To już osiem lat kiedy przeszedłem dziwną przemianę?

- Nie tęsknie, bo niby po co?

- Chociaż trochę chciałbym zakończyć tamtą relację inaczej, ale to chyba nie to nie daję mi spać?

- To może strach przed dzisiejszym związkiem?

- A czego się bać? Przecież świetnie się dogadujemy, chyba, że wiesz, iż Ona tak nie myśli?

- Kobiety są nieodgadnione, ale żeby, aż tak?

- A może boje się tego, że ostatni rok udowodnił, iż mogę żyć bez kilku znajomych?

- A chciałbym się z nimi pogodzić?

- Umiem już przymknąć gębę, gdy jedni ludzie obgadują innych dla dziwnych celów?

- Czy mógłbym przyjaźnić się z Housem?

- Może trochę boje się o finanse?

- Wystarczająco analizuje z Nią tę kwestię?

- Czy podobają mi się inne kobiety?

- A czy są ładniejsze od Niej jak poznasz ich charakter?

- Czy ten charakter musi być najważniejszy?

- A może czas na małżeństwo z Nią?

- Czy nadal boję się tego słowa?

- Czy według mnie nadal małżeństwa grożą tylko rozpadem?

- Czy ściemniona zmiana nazwy dla świętego spokoju?

- To może chciałbym mieć już dziecko?

- Tylko czy jesteśmy oboje gotowi?

- Może dać Jej trochę czasu?

- A jakbym chciał zostać zapamiętany przez innych?

- A wymyślę coś czy napiszę?

- Tylko kiedy?

- Może na emeryturze w górach?

- A podoba mi się wizja bycia zawodowym prawnikiem?

- Czy lubię emocje na sali sądowej?

- A może zrobię coś dobrego dla innych ludzi?

- To może wrócić do łóżka?

 

No właśnie przez pytania do odpowiedzi.

 

06:57, rafaelo1983
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31