niedziela, 08 stycznia 2012
...
Kompletnie ciemna ta styczniowa noc. Śniegu praktycznie nie widziałem obecnej zimy. Nastrój zatem ciągle jesienny, melancholijny. Może nie tak bardzo jak z filmu von Triera, ale zawsze. Rozważam dzisiaj kwestię błędów. Czy powinny być wybaczane. Czy w ogóle są wybaczane. Od ostatnich 72h o niczym innym nie myślę. Nie wiem czy chcę, aby mój błąd został mi wybaczony, bo może ma być początkiem powrotu do rozważań co dalej. Ten szczeniacki, pełny otwartości i gorących uczuć związek sprzed lat nauczył mnie wstrzemięźliwości. Teraz ciężko mi się zaangażować. Ciężko mi wybrać jedną drogę. A jak znowu zostanę bez niczego. Jak znowu przeżyję dwa tygodnie śpiąc po cztery godziny dziennie. Jak znowu będę się wypłakiwał na ramieniu każdego kto będzie chciał mnie wysłuchać. Wolę być chyba taką zimną rybą jak jestem, a raczej letnią. Nikt mnie przynajmniej nie zrani. Nie dotknie swoim zachowaniem. Fajnie być bardzo szczęśliwym, mieć plany na przyszłość, ale jak okazuje się, że to wszystko diabli wzięli to ciężko się pozbierać. Czy przez to co robię ostatecznie zostanę sam? Nie wiem, ale nie mam planów. Nie widzę siebie jako męża, ojca. Nie widzę siebie też jako samotnego człowieka. Ja chyba nie widzę siebie w przyszłości. Jakkolwiek to brzmi daje mi to siłę i wolę przetrwania. Tylko czy nie wierząc w małżeństwo mam prawo być z kimś kto chyba tego chce? Może tylko zajmuje tej osobie cenny czas? Nie umiem na te pytania odpowiedzieć. Niestety.
23:37, rafaelo1983
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lipca 2011
bez sensu
Czy nie wydaje Wam się, przynajmniej czasami, że życie jest wyjątkowo bez sensu. Umierasz jako jedna z 84 ofiar szaleńcza na wyspie w Norwegii i jesteś wyłącznie liczbą, a umierasz jako stała ćpunka, o genialnym głosie i jesteś Amy Winehouse? Po co żyjemy? Po to, aby być szczęśliwym? Czy zapamiętanym? Ja mogę być "tylko" szczęśliwy, tylko co mam zrobić? Z którą kobietą być do końca życia? A może sobie darować i rozwiązać to tak jak pewna koleżanka chciała w przeszłości? Tylko, że ja lubię walczyć.
03:03, rafaelo1983
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 lipca 2011
a kiedy umrzesz?
Moje miejsce pracy prowadzi mnie do jednego wniosku: nie chcę dożyć bezradnej starości. Nie chce być zdany na pomoc innych. Wolę umrzeć zanim starość, nieszczęście nie osiągnie. Życie dla mnie ma znaczenia tylko, gdy mamy jakieś możliwości wyboru, a nie wegetacji, która ma się zakończyć śmiercią. Kiedyś przyśniła mi się własna śmierć. Nie jeden raz, ale w tym przypadku pamiętam liczbę 64. Wskazuje śmierć w 2047 roku. Dużo czasu nie zostało. Jak wezmę kredyt na 40 lat na mieszkanie i nie spłacę go przed czasem zostanie on na plecach mojej partnerki życiowej. Jak chciałbym żyć? Szczęśliwie. Nie wiem czy jestem dobrym partnerem życiowym. Nie wiem czy ktoś powinien współczuć mojej obecnej partnerce. Nie wiem czy umiem być lepszy. Wiem jedno. Znowu się zawiodłem na własnym osądzie rzeczywistości. Zaufałem fajnej osobie, która jest fajna, ale uznała, że jedyną moją potrzebą jest byc z każdą dziewczyną na świecie. Ja po prostu chciałem mieć fajną przyjaciółkę. Czułem pokrewieństwo dusz. Umiejętność dogadania się w sprawach życiowych. Uwielbiałem Cię N.i chyba nadal przynajmniej lubię.
23:09, rafaelo1983
Link Komentarze (4) »
czwartek, 23 czerwca 2011
seksualne dopasowanie
Ten temat pojawia się właściwie po zeszłosobotniej dyspucie z moją ukochaną koleżanką Moniką:) Od wielu osób, szczególnie koleżanek mojej obecnej drugiej połówki słyszę, że seks nie jest ważny. Jest tylko dodatkiem związku, który nie powinien ważyć na 50 latach wspólnego trwania. Nie mogę się z tym zgodzić. Nie tylko dlatego, że M. nie była zadowolona z naszego wspólnego pożycia seksualnego za co powinienem ją przeprosić (młody może więcej razy, ale krócej, tak to ujmę), ale dlatego, że bez zaspokojonej seksualnie kobiety ciężko oczekiwać zadowolonej kobiety. Ważna jest gra wstępna, sytuacja czy miejsce. Ważne jest nawet to co mówi się przed seksem. Nie wiem czy rozmiar jest bardzo ważny. Gra wstępna na pewno tak, bo nie ma nic gorszego w łóżku niż zimna kobieta i żądny seksu facet. Oczywiście, że nie wszyscy mają dużego, nie wszystkie też mają dużą, ale ważne dobrać się tak, aby wzajemnie spełniać swoje seksualne marzenia. Bez seksu można być z kolegą czy koleżanką, ale z prawdziwą drugą połówką trzeba wiedzieć czy łóżko to właściwe miejsce. Ja próbuje czasem je takim uczynić. Na pewno lepiej niż kiedyś, bo jak myślę o danych czasach to tylko wołam w głębie: jakim cudem ta kobieta była ze mną przeszło trzy lata:D
niedziela, 19 czerwca 2011
kobiety, piwo i śpiew
Czasami wydaje mi się, że najbardziej w moim życiu potrzebne mi są te trzy wymienione powyżej rzeczy/osoby. Bez kobiet nie miałbym z kim pogadać, bo kiepsko dogaduje się z facetami, szczególnie po zmianach w psychice mężczyzn. Nagminne obrażanie się i obgadywanie innych za ich plecami to dla mnie za dużo. Ponadto uwielbiam w kobietach ich wyrachowanie i umiejętność dążenia do celu. Płeć brzydka zazwyczaj nie wie, gdzie iść. Nie wie czy wybrała odpowiednią osobę do życia, a kobieta praktycznie od razu ocenia kandydata pod względem swojej przyszłości. Czysta bezinteresowność:) Gdyby nie to, że nie wyobrażam sobie życia z samym sobą czasem z chęcią zamieniłbym się w geja. Tylko czy umiałbym żyć bez kobiecego biustu. Przecież on może być zarazem mięciutki, jak i twardy, ale zawsze przyjemny w dotyku:D
Pod hasłem piwo można byłoby ująć również wino. Czasami mi szkodzi. Na przykład kilkanaście godzin temu jak niosłem zakupy tygodniowe ze sklepu i złapał mnie kac. Piwo w pubie jest marnej jakości, ale jest spożywane wspólnie, co ma swój niezaprzeczalny plus:) Zresztą od czego rósł by mi brzuch? Reasumując: pić piwo, ale z umiarem:)
Śpiew. Nie ma jak pośpiewać sobie czasem przed grupą osób, która jest zbyt pijana, aby ucie, gdy śpiewa się piosenkę wokalisty od wielu żon:) Ponadto pod śpiewem można ukryć wspaniałą muzykę. Co bym zrobił bez tych słuchawek na uszach w czasie podróży? Bez muzyki rockowej, gdy mam zły humor? A także wokalistek, gdy pokazują piękne nogi:)
Życie jest piękne jak te z filmów von Triera:)
wtorek, 31 maja 2011
kłamstwa
"każdy kłamie". Taką zasadę wyznaje między innymi bohater serialowy wszystkich młodych diagnostów. Dla mnie pytanie brzmi ile można kłamać, aby się w kłamstwach nie zgubić? Czy udając szczęśliwego człowieka, a niem nie będąc kłamiemy bardziej siebie czy innych. W niedzielę obejrzałem "Melancholię" von Thriera. Film genialny w swojej wymowie. Wesele oparte na kłamstwie. Punkt w życiu, który ma je "unormalnić". Wydarzenie powodujące w ostateczności załamanie całej kruchej równowagi. Wielkie kłamstwa kończą się według mnie gorzej dla tych kłamiących niż dla okłamywanych. Nie tylko dlatego, że z czasem wszystko wyjdzie na wierzch, bo to nie do końca prawda. Bardziej może dojść do punktu, gdzie okłamujący uwierzy, że kłamstwo to prawda, a całe życie, te prawdziwe, nie jest wiele warte.
Jaki z tego wszystkiego wniosek? Mnie kłammy? Nie.... Mniej udawajmy, że kłamstwo jest jedynym rozwiązaniem naszych problemów. Spróbujmy przekonać siebie, że tylko w zgodzie z sobą możemy być szczęśliwi.

A teraz w ramach mojego wykładu życiowego będę nadal szedł ścieżką kłamstwa:/
czwartek, 26 maja 2011
sens życia
Czy nie zdaje Wam się czasem, że żyjemy tylko po to , aby przedłużać gatunek, który czeka wyłącznie na wybitne jednostki. Może to bardzo ostre stwierdzenie, ale czym jest jedno ludzkie życie wobec kilku miliardów innych. Jesteśmy jak mrówki w gigantycznym mrowisku. Jak przyjeżdża Obama do Polski potrzeby 2 milionów ludzi się nie liczą. Tylko tego jednego, przybyłego z Ameryki, urodzonego na Hawajach, Mulata. W tym kryje się pytanie dokąd idzie przeciętny człowiek. Niestety chyba tylko ma za zadanie wyuczyć się na tyle, aby zarabiać wystarczająco dużo na dziecko, które spłodzi/urodzi. Następnie umrze patrząc jak jego dzieci radzą sobie w życiu. Często nie spełni żadnych swoich marzeń czy pomysłów na życie. Jakie jest więc sens życia. Z kim być oraz kim być? Może nawet w odwrotnej kolejności. A może wydaje wam się, że jesteście wyjątkowi i zmienicie świat. Na tyle, aby 50 lat po śmierci nie być wyłącznie tabliczką z nazwiskiem i datami między którymi trochę się namęczyliście.
Ja wolę być szczęśliwy na co dzień. Nie muszę być dobrze pamiętany przez wszystkich. Nie muszę być w ogóle pamiętany, tylko chce żyć tak jak chcę. Na nieszczęście teraz wiem czego chcę.
wtorek, 10 maja 2011
wyprawa na ślub
Tuż przed Świętami mój kumpel z LO, i jednocześnie sąsiad z miasta, gdzie diabeł mówi dobranoc,zaprosił mnie na ślub i wesele z osobą towarzyszącą. Oczywiście na początku byłem pozytywnie ustosunkowany, ale po podliczeniu kosztów i opłat jakie poniosłem ostatnio u dentysty ogłosiłem małe bankructwo. Wyprawa pod Wrocław wydawała mi się jak wyprawa na Księżyc, i to nie tylko w filmach niemych. Postanowiłem jednak pogadać z moją kochaną osobą towarzyszącą. Prawie się udało odbyć rzeczową rozmowę. Jak zwykle ominąłem kwestię, że bardzo chcę jechać, choć wiem, że nie mam forsy. W sobotę minął termin do potwierdzania, więc myślałem, że nie będę musiał nic robić. Jednak kolega, przyszły pan młody, jakby zmusił mnie do jasnego wyrażenia zdania, z którym się nie zgadzałem.
Muszę popracować nad rozwiązywaniem trudnych problemów. Z wiekiem chyba dziecinnieje... szkoda:/
piątek, 06 maja 2011
połówka pomarańczy
Wyznanie na piątkowy wieczór: nie wierzę w dwie połówki pomarańczy. Nie wierzę w tę bajkę od blisko pięciu lat. Co pierwsze poważne rozstanie robi z człowiekiem?
To tyle wyznań, a teraz szczerze moje przemyślenia, abyście mogli coś skrytykować i napisać mi, że się mylę. Oceniam kobiety pod trzema względami (kolejność nie jest ważna w tym przypadku): wygląd, charakter i zainteresowania (wspólne). Co do pierwszej miłości mojego życia (ma się ich chyba więcej niż kilka) jestem pewny, że pasowała mi w pierwszym i trzecim punkcie. Charakter pozostawał wiele do życzenia, ale nie Jej, a mój w zestawieniu z Jej charakterem. Po tych kilku latach nie wiem, co jest ważniejsze dla mnie w życiu z kobietą: wspólne zainteresowania, pogląd na świat czy możliwość dogadania się "charakterami".Chyba wiem jedno. Kobiety, które mi się "podobają" mogę podzielić na trzy grupy: miłości mojego życia, kobiety mojego życia oraz pozostałe. Z pierwszą grupą przeżyłbym zapewne piękne, romantyczne uczucia zakończone grecką tragedią. Druga grupa to kobiety idealne na całe życie, spokojne pod warunkiem, że nadal będę coś do nich czuł. Problem w tym, że z pierwszą grupą zapewne nigdy nie dogadam się charakterami, a z drugą z zainteresowaniami będę na bakier. Wniosek z tych wywodów: trzeba wybrać taką, która nie spełnia dwóch z trzech powyżej przedstawionych kryteriów, czyli tylko mi się podoba pod względem urody albo pozostać starym kawalerem.


piątek, 29 kwietnia 2011
smerf ważniak
Od razu przyznam, że zdaje sobie sprawę, że jestem przemądrzały. Wiem również, że nie jestem nieomylny, a wręcz przeciwnie. Jednak staram się nie wpływać na decyzje życiowe innych ludzi. Rzadko wyrażam zdanie na temat ich życia. To, że powiem co myślę na jakiś temat polityczny czy społeczny to wynika z mojej wiedzy i poglądów na świat. Jestem w pewien sposób spaczony swoimi doświadczeniami życiowymi i podobno "Koszerną". Rozumiem to dlatego staram się zazwyczaj nie mówić za dużo, ale te starania czasami nie wychodzą mi dobrze. Jeżeli jednak ktoś czyta mojego bloga to jakby czytał moje prywatne myśli.
Tutaj jestem bezwzględny. Tak jak w rozmowie z osobami na których mi zależy, ale nie jest ich za dużo. Ludzie przychodzą i odchodzą, a życie mam tylko jedno i nie będę żył wbrew sobie. Staram utrzymywać pewną poprawność polityczną, ale napiszę szczerze, że dla mnie obrabianie tyłka za plecami chyba jest dużo gorsze.

A co do partnerek życiowych lubię kobiety z charakterem i poglądami. Cóż takle życie.Bardziej mnie kręci intelekt niż wielki biust:)
Tagi: myśli
18:00, rafaelo1983
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42