Blog > Komentarze do wpisu
Arkadia
Wczoraj minęło 10 lat od kiedy po raz pierwszy przekroczyłem progi Arkadii. Pubu w tamtej formie już nie ma. Zakończył swój żywot kilka miesięcy temu. Ostatni raz byłem w nim w styczniu, tuż po narodzinach syna. Zostaną, więc wspomnienia z "pępkowego". Pierwszy raz w Arkadii nie był przyjemny. Do tej pory nie pamiętam jakim sposobem zawitałem tam po raz drugi. Wiem, że byłem tam ze wszystkimi znajomymi, także tymi spoza Warszawy. Niektórym się podobało (do końca można było tam palić papierosy), niektórym absolutnie nie. Szczególnie pannie K., ostatnio głównej koleżance od kufla. Obchodziłem tam urodziny (chyba trzy z rzędu), chodziłem tam na randki (cudowne miejsce ;)) czy w końcu na cotygodniowe piwo. Klimat straciło nieco po odejściu Pana Pawła, a następnie zniknięciu litrowych kufli. Jednak dwa Puchary Mistrzów Barcelony, finał Euro 2012 czy kilka Gran Derbi to tylko wspomnienia czysto piłkarskie. Byłem tam też na pierwszym, właściwym, wieczorze kawalerskim, gdzie było tylko ja i piwo w grudniu 2013 roku. Długa historia.

Ten 15 październik 2006 roku był zły, ale wydaje mi się, że wszystkim wyszedł na dobre. M. ułożyła sobie życie z właściwym dla siebie facetem. Ja się dość szybko pozbierałem. Wczoraj za to byliśmy na ślubie i weselu. Za mąż wychodziła niespełniona dziennikarka. Trochę to zabawne połączenie. Szczególnie, że kiedyś sprawdziłem, że poznałem ją dokładnie 5 lat po poznaniu M. 10 maja 2008 roku (dzięki fotce na komórce). Wyglądała szczęśliwa. Wydaje mi się, że 15 października to dobry dzień dla życia sercowego żurnalistek, które znam. Z dala ode mnie :) 
niedziela, 16 października 2016, rafaelo1983

Polecane wpisy